Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi przemekturysta z miasteczka Bydgoszcz. Mam przejechane 64159.16 kilometrów w tym 1419.46 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 13.27 km/h i się wcale nie chwalę.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy przemekturysta.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 84.00km
  • Sprzęt EKSPEDYSZYN
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Po Łabiszynie czas na Barcin

Niedziela, 18 listopada 2012 · dodano: 19.11.2012 | Komentarze 3


Przebieg trasy: Bydgoszcz-Bartodzieje, Brzoza, Nowe Dąbie, Łabiszyn, Lubostroń, Józefinka, Barcin, Mamlicz, Będzitowo, Nowa Wieś Wielka, Dobromierz, Piecki, Bydgoszcz-Bartodzieje.

Trasa autorstwa Jarka na propozycję której, przystałem bez najmniejszego wahania. Co prawda w okolicach Barcina miałem okazję pojeździć sobie dwa miesiące temu, ale tym razem mieliśmy zwiedzić także miasteczko w którym podobno osobliwości nie brakuje.
Początkowo jechaliśmy dobrze mi znaną trasą, czyli przez Brzozę i Antoniewo do Łabiszyna, a potem do samego Lubostronia. Przy pałacu, który notabene miałem okazję zobaczyć w zeszłym roku podczas wypadu z Kajetanem, zrobiliśmy sobie chwilowy postój. Pogadaliśmy trochę o szlakach turystycznych, a ja miałem okazję pochwalić się Jarkowi moim nowym nabytkiem (w ramach uznanej reklamacji) czyli termosem firmy PRIMUS™.
I tutaj mały przerywnik. Podczas mojej ostatniej wycieczki mój poprzedni, nowo zakupiony termos (Honer 0,7l Fjord Nansen™), zaczął niestety przeciekać i to nie po raz pierwszy. Myślałem, że jest to wina jego poziomego ułożenia w torebce, którą przypinam do bagażnika. Niestety po oddaniu go do sklepu i sprawdzeniu, okazało się, że był wadliwy. Nawalił korek z systemem one-klick i w ramach reklamacji dostałem za małą dopłatą Primusa 0,7l, który na wyposażeniu miał dwa korki. Z wiadomych przyczyn, użyłem tradycyjnego zamknięcia.
Po krótkich pogaduchach w cieniu lubostrońskiego pałacu, ruszyliśmy zaproponowanym przeze mnie skrótem przez Józefinkę, do Barcina. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, Jarek wyciągnął zrobioną przez siebie "mapę" (brawo za pomysł) na której zaznaczył interesujące go obiekty. Pierwszym z nich, który napotkaliśmy na trasie była Góra Świętego Wojciecha. Z jej szczytu, na który prowadziły stylowe schody, a na ich końcu przybyłych witał pomnik św. Wojciecha, rozpościerał się bardzo ładny widok na miasteczko. Generalnie miejsce zadbane i warte zwiedzenia. Tutaj więcej informacji: http://www.barcin.pl/strona-89-gora_sw_wojciecha.html
Niestety, ale po zakończeniu zwiedzania góry zaczął szwankować mój aparat – myślałem, że baterie się wyczerpały. Dlatego zanim udaliśmy się na poszukiwania nowego obiektu, musiałem zaliczyć sklep w którym zaopatrzyłem się w baterie. Nie zdało się to na wiele i od tego momentu fotki były robione wyłącznie przez Jarka.
Cmentarza ewangelickiego przy ul. Żnińskiej nie udało się namierzyć i dlatego ruszyliśmy dalej na poszukiwanie kolejnego obiektu, którym był dawny kirkut. Znajdował się przy ul. Podgórnej i w tej chwili pozostał po nim tylko pamiątkowy głaz z przytwierdzona tablicą w kształcie macewy.
Z cmentarza wróciliśmy na ul. Żnińską, a potem odbiliśmy w Mostową, która zaprowadziła nas do stalowo-drewnianej kładki nad Notecią. Z poziomu kładki, dostrzegliśmy na drugim brzegu fajny budyneczek, który okazał sie być stanicą żeglarską o jakże wymownej nazwie "Neptun", która jak głosi napis pochodzi z 1927 roku. Dalej skierowaliśmy się na ul. 4 Stycznia i tam namierzyliśmy przedszkole, które w przeszłości było synagogą istniejąca w latach 1837-1939.
I tak dobiegło końca nasze zwiedzanie Barcina. Pojechaliśmy jeszcze na rynek i tam zjedliśmy coś, aby mieć siły na powrót do Bydgoszczy.
Droga powrotna prowadziła przez Mamlicz i Nową Wieś Wielką, gdzie skręciliśmy w kierunku Dobromierza i skierowaliśmy się na Piecki. Przez Puszczę Bydgoską dotarliśmy do 10-tki i jeszcze w lesie przy ul. Dąbrowa spotkaliśmy moją klubową koleżankę Krysię. Po krótkiej rozmowie ruszyliśmy dalej i dotarliśmy na Wyżyny. Tam rozstaliśmy się, tzn. ja udałem się w drogę powrotną do domu, a Jarek pokręcił sobie jeszcze trochę, aby dobić do setki.
Wycieczka naprawdę udana i tylko dzięki Jarkowi. Przeżyłem coś, czego nie udało mi się przeżyć z Turkolami, czyli poszukiwanie czegoś jeszcze nie widzieliśmy. Do tej pory jazda w klubowym gronie polegała na tym, że pokazywali mi coś co oni już widzieli, a ja jeszcze nie.

Takie oznakowanie nie tylko informuje, ale także zachęca do eksploracji terenów © karolxii


Pałac lubostroński jesienią © karolxii


W kierunku Józefinki © karolxii


Jarek "lecący" na górę św. Wojeciecha © karolxii


Panorama Barcina i ... © karolxii


... panorama Barcina :) © karolxii


Kategoria W towarzystwie


  • DST 91.00km
  • Sprzęt EKSPEDYSZYN
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ścieżkami leśnymi do Łabiszyna

Niedziela, 28 października 2012 · dodano: 02.11.2012 | Komentarze 1


Przebieg trasy: Bydgoszcz-Bartodzieje, Łochowo, Zamość, Tur, Szkocja, Kornelin, Zielonowo, Klotyldowo, Łabiszyn, Obórznia, Antoniewo, Kobylarnia, Brzoza, Stryszek, Bydgoszcz-Bartodzieje

Nieznanych terenów zaliczania ciąg dalszy.
Obiecałem sobie, że nie będę już więcej jeździł oklepanymi trasami z moimi klubowiczami i ta wycieczka podobnie, jak wrześniowe zwiedzanie kurhanu w Złotowie, będzie tego urzeczywistnieniem. Z drugiej strony postanowiłem sobie, że podobnie jak w zeszłym roku pozaliczam sobie leśne tereny niedaleko Bydgoszczy. Wybór padł na okolice między Turem a Łabiszynem.
Pogoda tego dnia była akurat przepiękna i dlatego postanowiłem, że pojadę sobie trasą wzdłuż Kanału Bydgoskiego. W Łochowie, odbiłem w las ścieżką znaną mi już z poprzednich rajdów i w ten sposób dojechałem do Zamościa. Następnie był Tur, ale tym razem nie pojechałem DW 246 do Szubina tylko znowu wjechałem do lasu na ścieżkę w kierunku Godzimierza. Jechało się na prawdę bardzo miło, ale w pewnym momencie dojechałem skrzyżowania ścieżek leśnych i tak naprawdę nawet nawigacja w tej sytuacji nie potrafiła mi wskazać właściwej trasy. Hm,... może faktycznie Garmin byłby tu lepszym rozwiązaniem? W końcu jednak wybrałem kierunek "na Szkocję" i w ten sposób dojechałem do Wojsławca, gdzie miałem okazję zobaczyć nieczynny stary młyn. W końcu trafiła się jakaś osobliwość na trasie.
Dalej przez Aleksandrowo dojechałem w okolica Kornelina i jeziora Meszno. Tutaj zaczął się prawdziwy raj. Skręciłem w prawo i znowu znalazłem się w lesie, gdzie czekał mnie długi odcinek jazdy w zielonym klimacie. Jadąc tamtejszymi ścieżkami znalazłem się przy leśniczówce Zielonowo w sąsiedztwie której, zbudowano punkt postojowy wraz z mini plac zabaw. Oczywiście skorzystałem i zrobiłem sobie przerwę na "ciepłą herbatkę". Kiedy wyjąłem mój nowo zakupiony termos Fjorda Nansena, okazało się że torebka na tylnym bagażniku jest w środku mokra. Pomyślałem sobie jednak, że herbata wyciekła z niego bo cały czas był trzymany w pozycji poziomej, ot i wszystko.
Odwiedziłem Pana Leśniczego, który trochę opowiedział mi o tym miejscu, reklamując jednocześnie znajdującą się w sąsiedztwie leśniczówki, ścieżkę edukacyjną, a potem obowiązkowy stempel w "Kocie" i ruszyłem dalej lasem w kierunku Łabiszyna. Stamtąd już standardową trasą przez Obórznię, Antoniewo, Brzozę i Stryszek wróciłem do Bydgoszczy.


Jesień nad Kanałem Bydgoskim © karolxii


I jak tu się zgubić:) © karolxii


Nieczynna stacja kolejowa w Rynarzewie © karolxii


Ścieżka leśna z Tura w kierunku Szkocji © karolxii


Postój w lesie na północ od Godzimierza © karolxii


Ścieżka w kierunku Wojsławca © karolxii


Nieczynny młyn w Wojsławcu © karolxii


Punkt postojowy koło leśniczówki Zielonowo, z którego ... © karolxii


... skorzystałem:) © karolxii


Na szlaku Pałuckie Krajobrazy w kierunku Łabiszyna © karolxii


Kategoria Singlowa


  • DST 27.00km
  • Sprzęt GÓRAL 1
  • Aktywność Jazda na rowerze

Obchody Światowego Dnia Serca 2012

Niedziela, 14 października 2012 · dodano: 13.11.2012 | Komentarze 3


Przebieg trasy: Bydgoszcz-Bartodzieje, Bydgoszcz-Stare Miasto, Myślęcinek, ścieżka rowerowa Myślęcinek-Fordon, Bydgoszcz-Bartodzieje.

Na tegoroczny Światowy Dzień Serca postanowiliśmy, że zabierzemy Mikołaja, a był to jego pierwszy udział w "Sercu". Oczywiście zaszczyt opieki nad nim – czyli wożenie na siodełku, przypadł skromnej osobie jego ojca, czyli mnie;).
Początek oczywiście miał miejsce na Starym Rynku, na którym podobnie jak w poprzednim roku zjawiła dość spora liczba rowerzystów. Myślę, że to przede wszystkim "zasługa" poprzedniej imprezy, bo to właśnie wtedy po raz pierwszy została ona porządnie rozreklamowana i pewnie możliwość zdobycia nagród również zrobiła swoje. Tak więc nie tylko kolorowe stroje Turkoli, były widoczne pośród rzeszy rowerzystów, ale na żółto wyróżniali się również "Gryfiarze". Pojawili się również dziennikarze z radia internetowego Uniwersytet, nasza miejscowa gwiazda kolarstwa czyli Marek Leśniewski oraz niezbędna w czasie takich "masówek" – Policja.
Ze Starego Rynku ruszyliśmy przez Wyspę Młyńską w kierunku Ronda Jagiellonów i jadąc ul. Jagiellońską dojechaliśmy do Ronda Fordońskiego, gdzie dokonaliśmy zwrotu w kierunku galerii "Focus". Potem ulicami Centrum i dalej przez Osiedle Leśne dojechaliśmy do Myślęcinka, gdzie odbyło się losowanie nagród. Oczywiście tymi głównymi były dwa rowery.
Po zakończeniu losowania uczestnicy rozjechali się – każdy w swoim kierunku. Ja natomiast postanowiłem, ze nie wrócę od razu do domu z żonką i Gabrysią, ale dołączę do moich klubowych kolegów, którzy postanowili nieco wydłużyć sobie dzisiejszą trasę.
Jechało się bardzo komfortowo ponieważ wybraliśmy ścieżkę rowerową z Myślęcinka do Fordonu. Potem zrobiliśmy sobie postój na stacji rowerowej i po krótkim posiedzeniu wróciliśmy do swoich domów.
Impreza bardzo udana. W tym roku wzięło w niej udział blisko 3-krotnie więcej rowerzystów niż w roku poprzednim. Podobał mi się udział "Gryfiarzy" w tym przedsięwzięciu, którzy świetnie się spisali jako tylna straż naszego peletonu.

Uczestnicy Rajdu zgromadzeni na Starym Rynku wśród których byli także ... © karolxii


TURKOLE i ... © karolxii


GRYF © karolxii


Jak zwykle stał też KARDIOBUS SERVIERA © karolxii


Oficjalną część Rajdu rozpoczął Marek Leśniewski © karolxii


Trasa prowadziła przez ul. Marszałka Focha © karolxii


Jechaliśmy w asyście Policji © karolxii


Włodek kierujący przebiegiem trasy - Rondo Ossolińskich © karolxii


Dojeżdżamy na miejsce czyli LPKiW © karolxii


Moment wręczenia jednego z dwóch rowerów - nagrody głównej © karolxii


Wśród zwycięzców nie brakowało TURKOLI ... © karolxii


... którzy nie swej kryli radości © karolxii


GRYF też został nagrodzony © karolxii


Z Mikołajem © karolxii


W klubowym gronie © karolxii


Po zakończonym Rajdzie ruszyliśmy na trasę © karolxii


Punkt postojowy w Lesie Gdańskim © karolxii


Kategoria Interklubowa


  • DST 54.80km
  • Sprzęt GÓRAL 1
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Święto Pieczonego Ziemniaka

Niedziela, 7 października 2012 · dodano: 09.10.2012 | Komentarze 2


Przebieg trasy: Bydgoszcz-Bartodzieje, Bydgoski Park Technologiczno-Przemysłowy, Emilianowo, Chrośna, Trzcianka, Wypaleniska, Bydgoszcz-Łęgnowo, Bydgoszcz-Bartodzieje

Klubowa "ustawka" na skrzyżowaniu ulic Szpitalnej i Glinki, w celu wyjazdu do Chrośnej na "Święto Pieczonego Ziemniaka". To już trzeci mój udział w tej imprezie, która odbywa się co roku od dość długiego czasu, a której organizatorem jest solecki "Torpedo"
Trasa prowadziła tradycyjnie przez Puszczę Bydgoską, z tą jednak różnicą, że tym razem jechaliśmy przez Bydgoski Park Technologiczno-Przemysłowy i Emilianowo. Niestety, ale w okolicach Emilianowa trasa okazała sie niezbyt przyjazna dla rowerzystów. Jej bogactwo błota oraz kałuż spowodowało, że trzeba było prowadzić rowery. Za Łażynem zaproponowałem abyśmy nie jechali, jak to zwykle bywało przez Leszyce, ale wykorzystali szlak Nowa Wieś Wielka-Chrośna. Moi klubowi koledzy niestety, jak zresztą nie raz już się przekonałem, byli bardzo oporni na moje zmiany tras. W związku z tym ja zgodnie z moim zamiarem "odbiłem" w lewo na Chrośną, a oni pojechali dalej na południe w kierunku Leszyc. Efekt tego był taki, że przyjechałem na miejsce 10 minut wcześniej. Może to i niedużo, ale dzięki temu sprawdziłem, że ten odcinek szlaku świetnie nadaje się na przejazd rowerem.
Oficjalne rozpoczęcie ŚPZ w tym roku przypadło prezesowi "Torpedo", czyli Jurkowi. A potem jak zwykle było jedzenie (moja ulubiona część), konkursy, pogaduchy z innymi bikerami, itd. Miałem podobnie jak zeszłym roku, zająć się liczeniem punktów przy "rzucaniu podkową", ale odmówiłem. Nie było to podyktowane jakąś złośliwością, ale miałem już dosyć tej "szopki". Stwierdziłem, że tego typu imprezy przestały mnie już bawić. Owszem, fajnie jest pogadać z ludźmi z innych klubów o tym jak spędzili tegoroczny sezon rowerowy, gdzie jeździli, co widzieli itd. Mimo wszystko szkoda mi było czasu na takie zabawy, czasu który mógłbym spędzić na rowerze.
W czasie trwania imprezy przyjechał Jarek. Poczęstowałem go czymś jadalnym;), a potem trochę pogadaliśmy i umówiliśmy się na wspólny powrót do Bydgoszczy. Chciałem być w domu o przyzwoitej porze, a wiedziałem że moi klubowi koledzy zostaną do końca imprezy i raczej nie będzie im się spieszyło do Bydgoszczy. Jarkowi nie chciało się czekać, aż zakończę moje imprezowanie i postanowił trochę pojeździć sobie po Puszczy, ale obiecał że na godz. 13.00 przyjedzie z powrotem. Nie doczekałem się jednak jego powrotu i naglony przez upływający czas ruszyłem w drogę powrotną.
Droga do Bydgoszczy, podobnie jak ta do Chrośnej, też do łatwych nie należała z uwagi na błoto i kałuże. Wybrałem trasę przez Trzciankę i dalej "Szlakiem Puszczańskim" przez Wypaleniska i Łęgnowo.

Ścieżki leśne w kilku miejscach były nieprzejezdne
Ścieżki leśne w kilku miejscach były nieprzejezdne © karolxii

Na szlaku Nowa Wieś Wielka - Chrośna
Na szlaku Nowa Wieś Wielka - Chrośna © karolxii

Oficjalne rozpoczęcie - ten zaszczyt przypadł Jurkowi z Torpedo
Oficjalne rozpoczęcie - ten zaszczyt przypadł Jurkowi z Torpedo © karolxii

Koleżanki i koledzy z zaprzyjaźnionych klubów
Koleżanki i koledzy z zaprzyjaźnionych klubów © karolxii

Za sytość naszych żołądków odpowiadały Ania i Ewa
Za sytość naszych żołądków odpowiadały Ania i Ewa © karolxii

Rzut podkową był jedną z konkurencji podczas Święta
Rzut podkową był jedną z konkurencji podczas Święta © karolxii

Zabawa przy muzyce
Zabawa przy muzyce © karolxii

Ze Stasiem i paniami
Ze Stasiem i paniami © karolxii

Najciekawsze
Najciekawsze "ziemniaki" © karolxii

Również droga powrotna do łatwych nie należała
Również droga powrotna do łatwych nie należała © karolxii

Kategoria Interklubowa


  • DST 101.51km
  • Sprzęt EKSPEDYSZYN
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Szlakami Puszczy Bydgoskiej część V - do Gniewkowa

Niedziela, 23 września 2012 · dodano: 02.11.2012 | Komentarze 2


Przebieg trasy: Bydgoszcz-Bartodzieje, Otorowo, Solec Kujawski, Chrośna, Rojewice, Glinki, Gniewkowo, Płonkowo, Rojewo, Jezuicka Struga, Stara Wieś, Nowa Wieś Wielka, Dobromierz, Piecki, Bydgoszcz-Bartodzieje

Zaliczone gminy: Gniewkowo, Rojewo

To już piąta edycja moich rowerowych wypadów do naszej Puszczy, które zatytułowałem " Szlakami Puszczy Bydgoskiej", ale druga którą odbyłem z Jarkiem. Od poprzednich różniło ją to, że tym razem zapuściłem dość głęboko w nasze lasy i w rejony, których do tej pory nie było mi dane eksplorować.
Od mojej ostatniej wycieczki minęły dwa tygodnie i niestety w porównaniu z tamtym dniem, zrobiło się bardzo zimno. Umówiliśmy się z Jarkiem przy ul. Spornej. Stamtąd przez Otorowo do Solca Kujawskiego, a potem dalej do Chrośnej. Za wioską odbiliśmy w lewo i od tego momentu dla mnie zaczęło się jeżdżenie po nieznanym. Początek nie był ciekawy, bo leśne szutry momentami były nieprzejezdne z uwagi na kałuże i błoto. Po krótkiej jeździe dojechaliśmy do miejscowości Rojewice, gdzie naszą uwagę skupił miejscowy kościół, a Jarka nawet teren wokół kościoła. Jak się potem okazało znalazł tam to, co lubi najbardziej, czyli pozostałości starego cmentarza. Ja natomiast mogłem co najwyżej pocałować klamkę od drzwi kościelnych;).
Z Rojewic, mijając kolejne wioski dojechaliśmy do "krajówki" 15-stki i po chwili tryumfalnie wjeżdżaliśmy na gniewkowski rynek. Zanim przyszło nam oglądać osobliwości Gniewkowa Jarek uzupełnił swoje zapasy żywnościowe. Potem posiedzieliśmy sobie na "Ławeczce Zgody" i z ustawionej obok pomnika tablicy, poczytaliśmy trochę ciekawych faktów z życia księcia Władysława Białego.
Jak się okazało, był z niego naprawdę niezły podróżnik. Nie będę się tu rozpisywał nt. jego podróży, ale warto wspomnieć że był w Jerozolimie, na Litwie a także w północnej Francji. No cóż, jak na warunki wtedy panujące, za jego podróże należy mu się wielki "szacun".
Z rynku pojechaliśmy zobaczyć jeszcze dwie miejscowe świątynie: pochodzący z XIV w. kościół p.w. św. Mikołaja i św. Konstancji oraz zbudowany w stylu neogotyckim p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa, będący niegdyś własnością gminy protestanckiej.
Po opuszczeniu Gniewkowa ruszyliśmy w kierunku Rojewa, mając za "sprzymierzeńca" dość mocny wiaterek. Szczególnie odczuł to Jarek, który nie odespał jeszcze wczorajszo-dzisiejszej nocki. Po drodze, w Płonkowie dostrzegliśmy jakiś obiekt, który przypominał kościół. Zatrzymałem więc rower i poszedłem sprawdzić czy to rzeczywiście obiekt sakralny. Zakołatałem do drzwi jednego z budynków, które otworzyła mi jakaś pani (pewnie gospodyni proboszcza) i po krótkiej rozmowie otrzymałem pieczątkę w moim "Kopie". A ów budynek okazał się być kościołem p.w. św. Ojca Maksymiliana Kolbego. W Rojewie "odbiliśmy" w prawo i obraliśmy kierunek na Jezuicką Strugę. Za Starą Wsią znowu znaleźliśmy się na terenie Puszczy Bydgoskiej i jadąc w kierunku zachodnim, dotarliśmy do Nowej Wsi Wielkiej. Tu z kolei ja musiałem uzupełnić swoje zapasy, bo mój wygłodniały żołądek bardzo się tego domagał;). Zahaczyliśmy więc o dobrze mi już znany z poprzednich wycieczek "spożywczak", a potem dalej przez Dobromierz i Piecki wróciliśmy do Bydgoszczy.

Na Szlaku Puszczańskim za Chrośną © karolxii


Momentami ścieżki leśne bywały nieprzejezdne © karolxii


Kościół parafialny p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rojewicach © karolxii


Nie ma to jak przyjacielski uścisk - rynek w Gniewkowie © karolxii


Książe Władysław mógłby być patronem wszystkich turystów © karolxii


U twych stóp panie, twój sługa uniżony;) © karolxii


Kościół p.w. św. Mikołaja bpa i św. Konstancji (Fara Gniewkowska) © karolxii


Poewangelicki kościół w Gniewkowie © karolxii


Na drodze do Rojewa spotkaliśmy "tajemnicze ruiny";) © karolxii


Ostatnia cywilizowana wieś na naszej drodze © karolxii


Kategoria W towarzystwie


  • Teren 8.80km
  • Aktywność Wędrówka

Moja pierwsza piesza czyli jak zostałem piechurem

Poniedziałek, 10 września 2012 · dodano: 03.01.2015 | Komentarze 0

Od jakiegoś czasu mój Exp zaczął wydawać dziwne dźwięki podczas jazdy. Miałem wrażenie, że coś niedobrego dzieje się z mechanizmem korbowym. Trochę zwlekałem z wyjazdem do serwisu, ale w końcu stwierdziłem że coś z tym trzeba zrobić.
Pojechałem więc do siedziby Unibike’a i zostawiłem im mojego Expa do przeglądu.
Do domu chciałem wrócić autobusem, ale doszedłem do wniosku że spacer będzie lepszym rozwiązaniem.
Zanim skierowałem swoje kroki w kierunku Bartodziei, poszedłem na cmentarz przy ul. Wiślanej. Stamtąd w kierunku ul. Kaplicznej obejrzeć sobie z bliska kościół pw. Świętego Stanisława Biskupa i Męczennika, a przy okazji sprawdzić co kryje się za nazwą Siernieczek. Dalej to był w zasadzie marsz ul. Fordońską i odwiedziny w siedzibie jednego ze sklepów internetowych ze sprzętem rowerowo-turystycznym. Planowałem właśnie zakup sakiew Crosso Big Classic i chciałem to zrobić jak najmniejszym kosztem. Potem „zahaczyłem” jeszcze o Centrum Rowerowe, jakieś zakupy w Biedronce i powrót do domu.
Tego dnia zrobiłem prawie 9 km „z buta”. Niby nic, ot taki tam zwykły spacerek. Tym bardziej, że mój pieszy rekord do tej pory wynosił prawie 12 km, kiedy to jeszcze jako 18 latek będąc w 4 klasie technikum zrobiłem sobie powrotną wycieczkę z fordońskiej siedziby ATR-u do domu. Pamiętam, że wtedy wraz z moją klasą zwiedzaliśmy Wydział Elektroniki i Telekomunikacji w ramach uświadamiania co będzie najlepsze dla nas, jako przyszłych absolwentów przy wyborze studiów. Po tym wszystkim chciałem się po prostu przewietrzyć, a przy okazji sprawdzić czy dam radę przejść taki dystans. Trasę zaliczyłem w bardzo przyzwoitym tempie i nawet nie byłem po tym zmęczony.
W każdym bądź razie te banalne 9 „kaemów” podczas zwykłego powrotu do domu z serwisu wystarczyło mi, aby dojść do wniosku, ze turystyka w wydaniu rowerowym nie będzie chyba moją jedyną pasją.

Kategoria Singlowa, Piesza


  • DST 90.69km
  • Sprzęt EKSPEDYSZYN
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

V Rodzinny Rajd Rowerowy z Przygodą

Niedziela, 9 września 2012 · dodano: 01.11.2012 | Komentarze 1


Przebieg trasy: Bydgoszcz-Bartodzieje, Czarnowo, Zławieś Wielka, Górsk, Czarne Błoto, Błotka, Przysiek, Stary Toruń, Górsk, Zarośla Cienkie, Łążyn, Skłudzewo, Ostromecko, Bydgoszcz-Bartodzieje.

Tym razem do udziału w Rodzinnym Rajdzie Rowerowym zorganizowanym przez toruński klub "Przygoda", udało mi się namówić Jarka. W końcu jakaś odmiana, bo przecież na tego typu imprezy jeździłem tylko w gronie klubowym.
Najpierw pojechałem na umówione spotkanie z Jarkiem, a potem wspólnie udaliśmy do punktu zbornego przed Mostem Fordońskim. A tam oczywiście mieszane towarzystwo czyli oprócz mojego klubowego grona, "Gryfiarze" i inni rowerzyści, których zobaczyłem chyba po raz pierwszy. Ku mojemu zdziwieniu przyjechał także mój kolega (chyba jeszcze klubowy) Maciej ze swoim dobrym znajomym – Krzyśkiem. Ostatni raz mieliśmy okazję spotkać się w czerwcu 2011 roku, dzień po moim egzaminie przodownickim i to zupełnie przypadkiem. Po krótkiej rozmowie i "cyknięciu" paru fotek ruszyliśmy w kierunku Złej Wsi Wielkiej.
Jechało się naprawdę super, ale nasza grupa na tyle się rozciągnęła że straciłem z oczu co niektóre osoby, w tym także Jarka. W każdym bądź razie dojechaliśmy na miejsce spotkania, gdzie dołączyliśmy do całej reszty "bikerów" biorących udział w dzisiejszym rajdzie. Reszta, czyli "Torpedowcy" z Solca, "Przygodowcy" z Torunia oraz inni "krewni i znajomi królika".
Trasa prowadziła głównie leśnymi szutrami, a pierwszym jej celem były Stawy Szpręgi, usytuowane na północ od Przysieka. Tam oczywiście zrobiliśmy pierwszy postój, pogaduchy, foty itd. itp., a potem dalej w drogę. Przecięliśmy 80-tkę w Przysieku i pojechaliśmy najpierw do Starego Torunia, czyli miejsca pierwszej lokacji naszych sąsiadów. Tutaj zrobiliśmy sobie postój przy kamieniu postawionym na pamiątkę tego wydarzenia, wysłuchaliśmy opowieści Waldemara Wieczorkowskiego na ten temat, a potem udaliśmy się w dalszą drogę. Następną atrakcją tego rajdu była wizyta w kościele p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego w Górsku, a właściwie muzeum, które dopiero co miało powstać w sąsiedztwie świątyni. Ja akurat nie miałem za bardzo nastroju do zwiedzania. Chciałem jechać, jechać, jechać ... Chociaż z drugiej strony miałem ochotę na rozmowę z Maciejem, bo już od dawno nie mieliśmy okazji pogadać sobie. Na mojej decyzji o powrocie do Bydgoszczy zaważyło jednak to, że Jarek musiał już wracać do domu. Tak więc pożegnaliśmy kogo tylko się dało i ruszyliśmy w drogę powrotną. Najpierw wróciliśmy do 80-tki, a potem znowu leśnym szutrem przez Zarośla Cienkie i dojechaliśmy do Łążyna, gdzie miałem okazje zobaczyć tamtejszy kościół. Dalej z Łążyna do Rzęczkowa, gdzie Jarek pokazał mi fajny skrót do Skłudzewa. Wreszcie przez Bolumin, Wałdowo Królewskie i Ostromecko wróclismy do Bydgoszczy.
Wycieczka była naprawdę udana. Pogoda nam dopisała, ale przecież trudno się dziwić skoro lato jeszcze trwało. Powiedziałem sobie, że przy najbliższej okazji sam odwiedzę sobie kościół w Górsku, nie tracąc czasu na zbędne postoje, które niestety towarzyszą takim zorganizowanym imprezom. Tym bardziej z tego co się potem dowiedziałem, zwiedzanie nowopowstającego muzeum do najciekawszych nie należało.

Maciej, Krzysiek i Jarek © karolxii


... i reszta naszej dzisiejszej rajdowej ekipy © karolxii


Na "krajówce" w kierunku Torunia © karolxii


Na miejscu spotkania czyli jak zwykle Górsk © karolxii


Torpedowcy:) © karolxii


Dyskusja na temat trasy ? © karolxii


Czyżby Jarek miał coś do ukrycia :) © karolxii


Stawy "Szpręgi" © karolxii


Okolice Błotka © karolxii


Dojeżdżamy do Starego Torunia © karolxii


Kamień upamiętniający miejsce pierwszej lokacji Torunia © karolxii


Kilka słów od Waldka Wieczorkowskiego nt. historii Starego Torunia © karolxii


Kościół pw. św. Walentego w Łążynie - wybudowany pod koniec XIX wieku © karolxii


Kategoria Interklubowa


  • DST 88.00km
  • Sprzęt EKSPEDYSZYN
  • Aktywność Jazda na rowerze

Łabiszyn - Kurhan w Złotowie

Czwartek, 6 września 2012 · dodano: 01.11.2012 | Komentarze 1


Przebieg trasy: Bydgoszcz-Bartodzieje, Zielonka, Władysławowo, Łabiszyn, Mamlicz, Złotowo, Złotniki Kujawskie, Nowa Wieś Wielka, Dobromierz, Piecki, Bydgoszcz-Bartodzieje.

Zaliczone gminy: Barcin.

Cztery dni temu, po mojej ostatniej wycieczce w klubowym gronie powiedziałem sobie, że czas wreszcie na zmiany, czyli koniec jeżdżenia z Turkolami "oklepanymi" trasami. Dlatego też zdecydowałem, że pojadę tam, gdzie jeszcze mnie nie widzieli;), ale z postanowieniem że zaliczę również jakiś ciekawy obiekt. Tutaj skorzystałem z rady Jarka, który zaproponował abym pojechał zobaczyć sobie kurhan w miejscowości Złotowo niedaleko Barcina.
Po minięciu rogatek Bydgoszczy za osiedlem Błonie, od razu "odbiłem" w prawo i jadąc pieszym szlakiem Powstania Kościuszkowskiego dojechałem najpierw do Pszczółczyna, a potem asfaltówką do Łabiszyna. Postanowiłem jednak, że tym razem nie przejadę sobie ot tak przez tą mieścinę, ale postaram się dojrzeć jakiś ciekawy obiekt. Pochodzący z XVIII wieku zespół klasztorny Reformatów, był mi już znany z poprzedniej wycieczki. Uwagę moją zwróciły natomiast dwa obiekty, a mianowicie pochodzące również z tego samego stulecia: młyn oraz spichlerz szachulcowy. Obiekty podobne do tych, które można spotkać w Bydgoszczy, ale z tą różnicą że tak starym młynem jak w Łabiszynie, Bydgoszcz raczej nie może sie pochwalić. Jeśli chodzi o spichlerz szachulcowy, to jego przeznaczenie jest naprawdę wyjątkowe, tzn. stał się siedzibą zakładu pogrzebowego. Zresztą jakie to ma znaczenie. Najważniejsze jest to, aby obecny właściciel dbał o ten obiekt i nie dopuścił do jego zrujnowania.
Z Łabiszyna udałem się w kierunku południowym, gdzie minąłem kilka wiosek i dojechałem do Złotowa. Ze znalezieniem kurhanu nie miałem żadnego problemu – dojazd do niego był na tyle dobrze oznakowany, że trudno byłoby tam nie trafić. Sam obiekt nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Chyba wynika to z tego, że nie jestem entuzjastą tego typu miejsc, tak jak budynków architektury gotyckiej oraz renesansowej, traktując je wyłącznie jako ciekawostki warte obejrzenia.
Ze Złotowa dojechałem do Złotnik Kujawskich czyli tam, gdzie jeszcze do tej pory nie miałem okazji dojechać rowerkiem:). Tutaj raczej nie było niczego, co warto byłoby zobaczyć i dlatego ograniczyłem się do odwiedzin miejscowej siedziby straży pożarnej, gdzie dostałem pieczątkę w "Kocie".
Ze Złotnik, "dwudziestkąpiątką" ruszyłem w kierunku północnym i do Nowej Wsi Wielkiej jechałem częściowo dość ruchliwym odcinkiem tej drogi, a częściowo ścieżką rowerową. Szkoda, że ścieżka ta nie została wybudowana na całym odcinku między Złotnikami a NWW, bo jazda "krajówkami" do najbezpieczniejszych nie należy. Dlatego też kiedy znalazłem się w NWW od razu odbiłem w prawo i do samej Bydgoszczy jechałem sobie przez Puszczę Bydgoską.

Ścieżka leśna między Trzcińcem, a Zielonką © karolxii


Śluza Dębinek © karolxii


Łabiszyn - szachulcowy spichlerz zbożowy z XVIII wieku © karolxii


Łabiszyn - młyn z 1796 roku © karolxii


XVIII-wieczny zespół klasztorny Reformatów w Łabiszynie © karolxii


Kurhan - tablica informacyjna © karolxii


Kurhan I © karolxii


Kurhan II © karolxii


(Zbyt) krótki odcinek ścieżki rowerowej miedzy Złotnikami Kujawskimi, a Nową Wsią Wielką © karolxii


Kategoria Singlowa


  • DST 65.55km
  • Sprzęt GÓRAL 1
  • Aktywność Jazda na rowerze

Łabiszyn zamiast muzeum autobusów w Paterku

Niedziela, 2 września 2012 · dodano: 28.10.2012 | Komentarze 1


Przebieg trasy: Bydgoszcz-Bartodzieje, Kruszyn Krajeński, Rynarzewo, Władysławowo, Pszczółczyn, Łabiszyn, Obórznia, Antoniewo, Frydrychowo, Przyłęki, Stryszek, Bydgoszcz-Bartodzieje.

Zgodnie z zapowiedzią naszego prezesa, tego dnia miała się odbyć wycieczka do Muzeum Komunikacji w Paterku. Kiedy jednak wszyscy zebraliśmy się na miejscu spotkania, otrzymaliśmy informację, że właściciel tegoż muzeum jest dopiero w drodze powrotnej do Paterka i chcąc zobaczyć jego komunikacyjne eksponaty, musielibyśmy zaczekać ok. 2 godzin. W związku z powyższym zapadła decyzja, aby nie tracić czasu i zmienić całkowicie dotychczasowe plany.
Postanowiliśmy, że pojedziemy do Łabiszyna. Mi akurat ten pomysł średnio się spodobał. Od czasu kiedy zacząłem jeździć cyklicznie z Turkolami (od 2009 r.), w samym Łabiszynie miałem okazję być przynajmniej dwa razy, a okolice tego miasteczka były mi dobrze znane z poprzednich wycieczek klubowych. Bardziej by mi odpowiadał wypad do Żnina lub Kcyni, których to jeszcze nie miałem okazji odwiedzić na rowerze, ale cóż było poradzić gdy większość wolała wybrać bądź co bądź "oklepaną" trasę.
Do Łabiszyna pojechaliśmy tak jak wyżej wspomniałem, "utartą" ścieżką i poza tym że dostałem pieczątkę w "Kocie" od leśniczego z Pszczółczyna, nic ciekawego nie wydarzyło się w czasie jazdy. W samej mieścinie posiedzieliśmy sobie na rynku, cyknęliśmy kilka fotek no i dalej w trasę.
Krótko po tym, kiedy wyjechaliśmy z miasteczka zarządzono postój w pierwszym sklepie jaki napotkaliśmy po drodze. I jak to bywało w takich sytuacjach, szanowne towarzystwo się rozsiadło i ani myślało jechać dalej. No cóż, rozumiem że odpoczynek się należał, ale po czym – po wcześniejszym odpoczynku na rynku w Łabiszynie???
Zaczęliśmy się z Kajetanem zastanawiać, czy nie zostawić tego towarzystwa i dalej we dwóch pojechać do Żnina. Po krótkiej naradzie zdecydowaliśmy, że jednak zostaniemy z klubowiczami, a Żnin zostawimy sobie na później.
Droga powrotna do Bydgoszczy też nie należała do nowości, tym bardziej że towarzystwo znowu postanowiło sobie zrobić kolejny postój w wielokrotnie odwiedzanym już miejscu, czyli w ogródku przyłęckiego sklepu – po przejechaniu 14 km:(. Dalej również standardową trasą przez Stryszek i las w sąsiedztwie lotniska, wróciliśmy do Bydgoszczy.
Niestety, ale po tej wycieczce zacząłem sie coraz poważniej zastanawiać się nad moim członkostwem w Turkolach. Chociaż jestem turystą z małym doświadczeniem, to jednak uważam że mój udział w wycieczkach organizowanych przez ten klub, powoli dobiega końca. Powinienem wzorem moich poprzednich wycieczek (np. po Puszczy Bydgoskiej), zacząć wreszcie samemu jeździć w nieznane mi jeszcze okolice skoro nie mogę liczyć na własny klub i nie brać więcej udziału w wycieczkach powtarzanymi trasami. Jeździmy co roku do muzeum w Szubinie, ale do tej pory nikt jeszcze nie zaproponował np. odwiedzenia muzeum w Żninie, zamku w Kruszwicy, czy świątyń w Strzelnie. To śmieszne, że jestem członkiem PTTK i klubu turystyki rowerowej z przeszło 50-cio letnia tradycją, a nie miałem okazji być tam, gdzie moi koledzy tacy jak Jarek (Jarmik) czy Krzysiek (Keto) dawno już byli.
CZAS WRESZCIE TO ZMIENIĆ!!!

Inaczej wyobrażałem sobie szlak królewski © karolxii


Leśniczówka "Pszczółczyn" © karolxii


Rynek w Łabiszynie © karolxii


W tle - łabiszyński ratusz © karolxii


Most nad Kanałem Noteckim w pobliżu Antoniewa © karolxii


Odcinek trasy wzdłuż Kanału Noteckiego © karolxii


Przyłęki - mostek nad Notecią © karolxii


Ścieżka leśna wzdłuż DK25 w kierunku lotniska © karolxii


Kategoria Klubowa


  • DST 98.00km
  • Sprzęt EKSPEDYSZYN
  • Aktywność Jazda na rowerze

Magiczna Sobota 2012 - dzień drugi

Niedziela, 26 sierpnia 2012 · dodano: 26.10.2012 | Komentarze 1


Przebieg trasy: Byszki, Ujście, Walkowice, Radolin, Biała, Łomnica, Pokrzywno, Kotuń, Piła, Kaczory, Miasteczko Krajeńskie, Białośliwie-Dworzec PKP, Dworzec PKP-Bydgoszcz Główna, Bydgoszcz-Bartodzieje.

Zaliczone gminy: Czarnków (obszar wiejski).

Drugi dzień Magicznej Soboty. Początek Pobudka, śniadanie i opuszczamy naszą noclegownię czyli świetlicę w Byszkach. Zanim jednak ruszyliśmy w drogę, dołączył do nas nasz prezes, który dojechał do Piły porannym pociągiem, a potem "na kole" do Byszek. Zapytałem naszych klubowiczów, czy zamierzają jechać trasą wyznaczoną przez organizatora. Oni jednak stwierdzili, że zamierzają jechać do Piły i stamtąd pociągiem do Bydgoszczy, uprzednio odwiedzając swój ulubiony bar. Wtedy zwróciłem się do naszego prezesa z pytaniem o jego plany. Odpowiedział, że pojedzie z grupą do Piły, a potem stamtąd rowerem w kierunku Bydgoszczy tak daleko, jak tylko da radę. Myślałem, że tak jak w latach poprzednich wrócimy razem, ale wyszło na to że tylko ja i Kajetan weźmiemy udział w drugim dniu Magicznej Soboty.
Tak więc ruszyliśmy z całą grupą w kierunku Ujścia i już po kilkunastu minutach zaczął padać deszcz. Padało do tego stopnia, że musieliśmy z Kajetanem schronić się pod jakimś przydrożnym drzewie. Na szczęście deszcz ustał i po chwili byliśmy już w miasteczku.
Nigdy nie byłem w Ujściu, a nazwa ta kojarzyła mi się tylko z jednym: ze zdradą i początkiem Potopu Szwedzkiego, kiedy to polska szlachta w lipcu 1655 roku, praktycznie bez walki poddała się Szwedom.
Pierwszym obiektem, który zwiedziliśmy w Ujściu dawny kościół ewangelicko-augsburski, pochodzący z poł. XIX wieku, który został zbudowany na terenie dawnego zamku. Obecnie mieści się tutaj galeria. Następnie pojechaliśmy zobaczyć zbudowaną w 2006 roku wieżę widokową. Obiekt co prawda mierzy niecałe 10 metrów, ale jego położenie oraz usytuowany na szczycie taras, pozwala cieszyć się pięknym widokiem najbliższej okolicy.
Z Ujścia pojechaliśmy w kierunku Walkowic i tutaj dzięki przeprawie promowej, dostaliśmy się na drugi brzeg Gwdy. Następnie przez Radolin do Białej, gdzie na miejscowym cmentarzu kolarze z Piły odwiedzili grób jednego ze swoich współtowarzyszy. Potem była wieś Łomnica, gdzie na miejscowym placu zabaw:), zrobiliśmy sobie postój na drugie śniadanie. Wreszcie przez Pokrzywno, Kotuń czyli miejscowości znane z poprzedniego rajdu w 2009 roku, dojechaliśmy do Piły.
W Pile najpierw rozstaliśmy się z częścią naszych rajdowych kolegów (Janek wraz kilkoma osobami odłączył się od nas trochę wcześniej), a potem szybko do Biedronki w celu uzupełnienia zapasów żywności na drogę powrotną i wreszcie obraliśmy kierunek – wyjechać z Piły.
Niestety, ale zanim znaleźliśmy tą właściwą drogę, trochę z Kajetanem pobłądziliśmy. W końcu trafiliśmy na tą właściwą i dalej przez Kalinę, Kaczory i Miasteczko Krajeńskie, dojechaliśmy do Białośliwia, gdzie na tamtejszym dworcu wsiedliśmy do pociągu, który zawiózł nas do Bydgoszczy.
Po tej wycieczce nasunęły mi sie dwie myśli. Pierwsza to coś, co nie daje mi spokoju czyli nawigacja. Zewnętrzna bateria, którą używam do podtrzymania zasilania mojego smartfona, nie została ponownie naładowana i przez to nie udało mi się nagrać całego śladu w drugim dniu rajdu. Chyba za dużo tej elektroniki(:. Poza tym mapa działająca w systemie Kamap "Krajna nad Notecią", nie zawsze się sprawdzała i np. szukając drogi wyjazdowej z Piły kompletnie nie zdała egzaminu. Przydałaby się mapa z "ruchomą" skalą. Wniosek: trzeba pomyśleć o zmianie nawigacji, ale z uwagi na zakup roweru, nie nastąpi to w tym roku.
Druga sprawa to moje dalsze członkostwo w "Turkolach". Zauważam, że spada wśród niektórych osób zainteresowanie samą jazdą. Środek ciężkości przesunął się jakby w kierunku strony towarzyskiej, niż turystycznej. Osoby te bardziej są zainteresowane nie tyle samą jazdą, zwiedzaniem czy poznawaniem nowych miejsc, co imprezowaniem w towarzystwie alkoholu i kolegów. Bardzo zdziwiła mnie postawa naszego prezesa. Drugiego dnia przyjechał do Byszek i zamiast dołączyć do grupy, która brała udział w drugim dniu rajdu, postanowił wrócić od razu do Piły z naszymi klubowymi maruderami. Co ciekawe, wbrew temu co mówił, że z Piły pojedzie rowerem w kierunku Bydgoszczy, jak się później okazało, wrócił również z nimi pociągiem. Tak więc po to zrywał się rano, potem jechał pociągiem do Piły, a potem rowerem do Byszek, by po chwili wracać znowu do Piły, i dalej pociągiem do Bydgoszczy. Nie widziałem w tym żadnego sensu, poza oczywiście wielką potrzebą przebywania w towarzystwie swoich klubowych kolegów. Dziwne, ale może ja po prostu tego nie rozumiem. W każdym bądź razie, inaczej wyobrażałem sobie nasz udział jako klubowiczów w tym rajdzie.

W klubowym gronie przed świetlicą w Byszkach © karolxii


Ewangelicki kościół w Ujściu © karolxii


Fontanna - pomnik hutnika przed kościołem w Ujściu © karolxii


Widok z wieży widokowej w Ujściu. © karolxii


Wieża widokowa w Ujściu © karolxii


Powiat czarnkowsko-trzcianecki zaliczony:) © karolxii


Przeprawa promowa w Walkowicach © karolxii


... a w tle cmentarz w Białej © karolxii


My little pony;) © karolxii


Chwilowy postój - okolice Żurawca © karolxii


Neogotycki kościół pw. Matki Boskiej z 1837 r. w Łomnicy © karolxii


Pora na drugie śniadanie:) © karolxii


Euro-Route R1 między leśniczówką Kalina a miejscowością Kaczory © karolxii



Kategoria Interklubowa